Wewnętrzne rozdarcie z dnia 10.02
W tym dokładnie momencie, gdy to piszę chcę iść zwymiotować, jednakże nie mam możliwości. Mam ochotę rozbić sobie głowę o ścianę albo skoczyć z dachu wieżowca. Czuje ogromną nienawiść , większą niż ilość kalorii , przez które tak mnie "nosi". Rano pisałam post z myślą , że to chyba ten dzień będzie udany (mało zjem). Jednak po moich 4 łyżkach owsianki o 10 doszłam do wniosku , że zjem dopiero jak przyjmę ostatniego klienta z rezerwacji. Po 6h wyszłam po jedzenie. Pomyślałam "wezmę gotowe danie z Rossmanna - ok.350 kcal, bo nie zjem mięska. Jednak nie wiem co namówiło mnie , że jeżeli nie będzie posiłku we Freshmarkcie , idę po kawałek pizzy , sprzedawanej niedaleko. Po zakupieniu jogurtu naturalnego z miodem, poszłam. CHOLERA. Łapiąc za klamkę wiedziałam , że popełniam ogromny błąd. Wybrałam kawałek z bakłażanem i sosem pomidorowym. Kawałek? Kawał. Kwadrat o wymiarach 14x14 ? Może 15x15... Wzięłam głęboki wdech i pierwszy gryz. Myślę sobie "ok jest spoko". Zjadłam. Jednak skusiłam się jeszcze na ten jogurt. Mój brzuch jak balon. Wystające kości miednicy już ukryte.Super. Jak pisałam wcześniej o wymiotach mogę zapomnieć - nie mam możliwości. MAM DOŚĆ, ale nie choroby tylko siebie. Tak, zaburzenie jest odpowiedzialne za te myśli i chęć ukarania siebie , ale to moja wina , że zdecydowałam się na jedzenie , na za dużą jego ilość...
Komentarze
Prześlij komentarz